O wystąpieniach publicznych napisano już wiele: o tym jak zapanować nad stresem, jak przygotować  prezentację, jak mówić, ile i do kogo. Są treningi z emisji głosu, z mowy ciała.

Jednak mam wrażenie, że przy ogromie wiedzy na temat wystąpień, niewiele mówi się o tym JAK WYGLĄDAĆ podczas prezentacji.

W końcu, jak Cię widzą, tak… Cię słuchają?

Sprawdźmy.

O wystąpieniach publicznych napisano już wiele: o tym jak zapanować nad stresem, jak przygotować  prezentację, jak mówić, ile i do kogo. Są treningi z emisji głosu, z mowy ciała.

Jednak mam wrażenie, że przy ogromie wiedzy na temat wystąpień, niewiele mówi się o tym JAK WYGLĄDAĆ podczas prezentacji.

W końcu, jak Cię widzą, tak… Cię słuchają?

Sprawdźmy.

 

Sama dość często występuję publicznie i lubię inspirować się innymi mówcami.

Wychwyciłam jednak parę rzeczy, których znieść nie mogę. Oczywiście z perspektywy tego, czym się zajmuję – wizerunku.

Czas wyciąć fonię (w sensie przemówienie, bo o odgłosach trochę opowiem) i zignorować elementy techniczne. Przyjrzyjmy się naszemu prelegentowi, czyli jak wygląda mówca doskonały. A raczej, jak NIE wygląda.

 

Po pierwsze, zauważyłam, że czym nudniejszy temat prezentacji (tabelki, cyferki, zestawienia), tym bardziej uczestnicy zwracają uwagę na wygląd osoby przemawiającej.

A uwierz mi, mają sporo czasu na przeanalizowanie tego jak wygląda, jaką ma fryzurę, buty, zegarek…

Taka osoba wystawia się na widok publiczny i słuchacze z tego korzystają - oglądają go z każdej strony. Jaki z tego wniosek?

Nie bagatelizuj niedociągnięć wizerunkowych: brak guzika, tłusta plama, brudne buty – to detale tworzą profesjonalny wizerunek.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy prelegent porywa tłumy, fascynuje, angażuje publiczność – błędy sporego kalibru zostaną zauważone, ale publiczność nie przyłoży do niej większej wagi lub podejdzie do sprawy wyrozumiale. Ba! Wręcz potraktuje je jako coś „uroczego”.

Tylko czy zawsze masz pewność, że porwiesz tłumy?

 

Rozpięta marynarka.

Zapamiętaj proszę, szczególnie gdy jesteś mężczyzną: gdy siedzisz – rozpinasz marynarkę; wstajesz, wyrób sobie nawyk automatycznego zapinania marynarki. Jeśli jesteś kobietą, warto trzymać się tej zasady, choć nie zawsze jest to możliwe (np. żakiet bez guzików).

Szczególnie u mężczyzn rozpięta marynarka wygląda niechlujnie. Trzepoczące poły marynarki, do tego powiewający krawat i jeszcze widoczne drobiazgi poupychane w wewnętrznych kieszeniach… Człowiek – latawiec.

Zapięta marynarka podkreśla i wysmukla sylwetkę. Stwarza wrażenie uporządkowania i schludności.

Przy zapinaniu marynarki, pamiętaj, żeby nie zapinać jej na wszystkie guziki!

 

Skoro już jesteśmy przy wypchanych kieszeniach.

Odciskające się portfele w kieszeni tylnej lub przedniej, jakieś klucze czy drobne pieniądze, które pobrzękują przy poruszaniu się po scenie… Odciskają się i skupiają uwagę, ale czy na pewno zależy Ci na uwadze w tym miejscu?

 

Buty.

O tym, że czyste i wygodne - nie będę nawet wspominać. Zdarza się, że prelegent wybiera buty „stukające”. Nie ważne czy to szpilka czy płaski obcas. Przy poruszaniu się po scenie wydają dźwięk, który może niekoniecznie zagłusza, ale na pewno rozprasza słuchaczy. Co wrażliwszych będzie irytował. Warto sprawdzić, jak Twoje buty będą „zachowywać się” na scenie.

 

Brzęcząca biżuteria.

Efekt podobny do stukających butów. Szczególnie prze ekspresyjnej gestykulacji. Warto przetestować czy bransoletki będą brzęczeć, czy oszałamiający wisior będzie wydawał dźwięków przy poruszaniu się.

 

Podróbki.

Jak już wcześnie pisałam, publiczność ma dużo czasu, żeby Cię obejrzeć i przeanalizować Twój wygląd. Jakiś czas temu wywiązała się bardzo ciekawa rozmowa z moim klientem, na temat nieoryginalnych zegarków – podróbek (rzecz dotyczy także nieoryginalnych torebek i innych elementów): dodawać sobie w ten sposób „prestiżu”, czy nie?

Otóż, nigdy nie wiesz, kto siedzi na sali i Cię obserwuje. To, że przyjechał Oplem nie znaczy, że nie zna się na Porsche. Jeżeli zostaniesz przyłapany na używaniu podrobionych produktów, Twój autorytet pęknie jak bańka mydlana. I bądź pewien, że taka wieść rozniesie się z szybkością światła. Jeśli nie stać Cię na Patka, kup sobie coś tańszego, niekoniecznie znanego, ale prawdziwego. Nikt nie oczekuje, że będziesz ociekać złotem.

 

Ręka w kieszeni.

Wielu prelegentów lubi prowadzić wystąpienie z ręką w kieszeni. Wiem, pozornie ten gest dodaje pewności siebie. Jednak etykieta europejska uważa ten gest za niegrzeczny i lekceważący. I zapewne przez wielu uczestników właśnie w ten sposób będzie odebrany. A jeśli dodamy do tego jeszcze nerwową zabawę drobnymi, które zalegają w kieszeni!... Zgroza.

Co ciekawe, etykieta amerykańska jest w tym względzie o wiele bardziej tolerancyjna niż europejska (chodzi o trzymanie ręki w kieszeni, nie zabawę drobnymi).

 

Nie wspomniałam tu o tym, że strój należy wybrać odpowiednio do sytuacji (tematu prelekcji, miejsca, formy wystąpienia, publiczności itd.) i osobowości przemawiającego. Także świadomym zastosowaniem koloru można uzyskać niezwykłe efekty.

I na koniec dwie wskazówki, wcale nie tak oczywiste jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

 

Makijaż.

 „Jeśli masz coś ważnego do powiedzenia – podkreśl usta”. To twierdzenie przyda się bardziej pewnie paniom. Dobrze jednak o tym wiedzieć i… nie przesadzić!

 

Dodatki.

Warto „wypracować” sobie jakiś dodatek, który będzie skupiał uwagę odbiorców. Może to być ciekawy krawat, poszetka, element biżuterii, zegarek, oprawki okularów. Ma być taki, żeby widz miał za czym wodzić wzrokiem i jednocześnie nie będzie rozpraszać jego uwagi.

 

Podsumowując, nie zostawiaj przypadkowi to, jak będziesz ubrany podczas prelekcji. Zastanów się, jaki chcesz uzyskać efekt? Pamiętaj, że Twój wygląd, czy tego chcesz, czy nie – będzie oddziaływał na innych. Zadbaj o to, żeby działał na Twoją korzyść.