Broszka znów przeżywa swój renesans.

Kojarzona raczej ze stylem starszych pań, wróciła na wybiegi. I to nie tylko w kobiecym wydaniu.

W Polsce, ten element biżuterii wzbudza wiele emocji. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych.

Przyczyniła się do tego pani premier Beata Szydło, która bardzo upodobała sobie taką ozdobę. Broszka stała się na tyle charakterystycznym elementem, że przylgnął do niej nieformalny przydomek - „Broszka”.

Broszka znów przeżywa swój renesans.

Kojarzona raczej ze stylem starszych pań, wróciła na wybiegi. I to nie tylko w kobiecym wydaniu.

W Polsce, ten element biżuterii wzbudza wiele emocji. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych.

Przyczyniła się do tego pani premier Beata Szydło, która bardzo upodobała sobie taką ozdobę. Broszka stała się na tyle charakterystycznym elementem, że przylgnął do niej nieformalny przydomek - „Broszka”.

 

Odbiegając od polityki, interesującym jest fakt, że kobieta, nieważne jak wysoko wykształcona, nieważne z jakim stażem czy doświadczeniem w polityce czy biznesie, zawsze będzie odbierana przez pryzmat tego, jak wygląda.

Bo czyż na któregoś mężczyznę - polityka wołamy na przykład „Poszetka”? Albo „Pan zbyt długi krawat”? No nie. Ale to już temat na zupełnie inny wpis...

 

Przyjrzyjmy się jednak broszce.

Pierwsze broszki, to te noszone przez Celtów i Wikingów.  Najstarsza odnaleziona broszka, pochodzi ze wczesnego średniowiecza, z terenów Wielkiej Brytanii. Takie broszki nosiły zarówno kobiety jak i mężczyźni. W zależności od zamożności, broszki różniły się ilością detali.

Czyli początki broszki są dość praktyczne - miała spinać i trzymać materiał w ryzach.

 


Z czasem użytkowe właściwości broszek zeszły na dalszy plan, nabrały za to cech dekoracyjnych i sentymentalnych. Wpinano je we włosy, umieszczano przy dekolcie, przy pasie sukni, na kapeluszu, mocowano przy butach... Różniły się kształtem wielkością, intensywnością błyszczenia i charakterystycznymi elementami – każda epoka miała swój ulubiony wzór.

 

Najbardziej jednak mnie zaskoczył fakt, że istniały broszki żałobne!

Czas ich świetności przypada na XVIII i XIX wiek. Broszkę taką noszono dla upamiętnienia bliskiej osoby, którą zabrała śmierć. Była często owalna, z ukrytym pod szkiełkiem smutnym obrazkiem w kolorze sepii. Wykonana z kości słoniowej, nierzadko łączona z perłami – symbolem łez. W takiej broszce, w specjalnym schowku, można było przechowywać kosmyk włosów zmarłego. Na odwrocie broszki, wygrawerowane były daty urodzin i śmierci zmarłego…

 


 

 

Wróćmy jednak do żyjących, i przenieśmy się w czasy bliższe współczesnym.

 

Obserwując kobiety biznesu i polityki, broszka kojarzy mi się z władzą.

Tak, tak - z władzą.

Trzy kobiety i trzy wielkie nazwiska: Margharet Thatcher, Elżbieta II, Madeleine Albright. Ja widzę broszkę.

 

Historie, które najbardziej mnie zaciekawiły i do których byłam w stanie dotrzeć, kryją się za broszkami pani Madeleine Albright. Niektórzy spekulują, że mają ukryte znaczenie. Czy faktycznie?

 

Otóż, w książce „Read my pin”, Albright opowiada, skąd pomysł na broszki.

W czasach, gdy została amerykańskim ambasadorem w ONZ, po wojnie perskiej, krytycznie wypowiadała się na temat Saddama Husajna.

O Iraku w tamtych czasach mówiono dużo w Radzie Bezpieczeństwa, i Madeleine też mówiła dużo: ostro i negatywnie. W pewnym momencie, irackie media (kontrolowane przez rząd) zaczęły określać ją mianem „unparalleled serpent”. A że miała broszkę w kształcie węża… zaczęła nosić ją na każde spotkanie związane ze sprawą Iraku. I w tym momencie i w taki oto sposób zrodził się pomysł „zabawy” z broszkami.

 


 

Zwróć uwagę, że jako jedyna kobieta w radzie, mogła sobie na to pozwolić. Kobiety mają większą możliwość dostosowania stroju „służbowego” do indywidualnych preferencji, niż mężczyźni.

Od tamtej pory broszki podkreślają jej przekonania, uwypuklają nastroje.

Do jednych z najciekawszych broszek możemy zaliczyć, np. tę, którą miała na sobie przy okazji kampanii prezydenckiej Hillary Clinton. Broszka – zbity szklany sufit miała pokazać „siłę kobiet”. Przecież to pierwszy raz, gdy kobieta zaszła tak daleko i przetarła szlaki kolejnym kobietom.